Powinno to wyglądać mniej-więcej tak: dzień wcześniej wyciąga ciepłą kurtkę z szafy, pierze wełnianą bieliznę, pakuje sweter i stuptuty. Trzy razy upewnia się, czy niczego istotnego nie zapomniał. Bardzo rozsądne podejście.

Paweł zadzwonił do mnie, że stoi pod domem i mam schodzić. On popija herbatkę i chwilę poczeka, ale nie za długo, bo zimno. Pomyślałem sobie, że spoko, prawie spakowany jestem. Brakuje tylko wszystkiego.

Była 1:16 nad ranem.

Kubek termiczny do samochodu

Już pół godziny później uzupełniliśmy płyny na stacji. Subaru wzięło LPG, ja Perłę – lubię, gdy długa droga mija jak marzenie senne. Marzenie lub czerwony koszmar piekielny, w którym się obudziłem!
Gdyby ktoś kiedyś szukał bram Hadesu, to jedna z całą pewnością otwiera się w mgliste noce pod 49°23’02.9″N 22°29’35.6″E.

Samoobsługa na stacji LPG / Maszt radiowy Góra Jawor

Było już późno… To znaczy wcześnie… W każdym razie zupełnie nie opłacało się nam kłaść spać. Postanowiliśmy pójść dotrzymać towarzystwa pustelnikowi z Chatki Puchatka, może sfotografować z-całą-pewnością-malowniczy zachód słońca, a na pewno wypić herbatkę w schronisku. Cóż, z tego wszystkiego udała się tylko herbatka. Pustelnik pokazał się za kontuarem dwa razy. Raz żeby przyjąć zamówienie, drugi by je podać. Najwyraźniej nie miał ochoty na męskie towarzystwo. Ja się nie dziwię, też wolałbym wizytę młodych, dziewoi z delikatnie zarumienionym licem i dużym… uśmiechem, po tygodniach samotności. O zachodzie słońca nie warto wspominać. Z całą pewnością nastąpił, bo wracaliśmy po zmroku, ale nie dane nam było poprzez mgłę go zobaczyć, a co dopiero uwiecznić na zdjęciu.

Schodząc spotkaliśmy parę, która była zainteresowana, czy w Chatce jest napalone w piecu, bo oni idą tam nocować i boją się przymarznąć do śpiwora. Odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że owszem, jest (bo woda raczej na bank nie zagotowała się w czajniku elektrycznym), ale jego ciepła nie dane nam było poczuć. Za to pokój Pana Pustelnika wyglądał bardzo ciepło. Gdyby nie było mu ciepło, to nie zalewałby naszej herby ubrany w koszulkę w czasie, gdy my, w pełnym rynsztunku, zacieraliśmy dłonie w części „turystycznej”. ;)

Zdjęcia z komórki vs zdjęcia lustrzanki cyfrowej

Połonina Wetlińska zimą

Chatka Puchatka zimą

Za oknem Chatki Puchatka

W pięć godzin po zachodzie słońca, czyli jakoś o ósmej wieczór, udaliśmy się na zwiady. Nie ma o czym tu opowiadać, więc teleportujemy się od razu na świt. Tu też nie ma o czym opowiadać. To znaczy ja nie mam – Paweł coś odwalił i pochwalił się już na fejsbuku, sami możecie pooglądać-poczytać.

Połonina Caryńska z Ustrzyk Górnych nocą

Połonina Caryńska z Ustrzyk Górnych zimą

Wielka Semenowa o świcie

Zbliża się południe, jedziemy sprawdzić jak chodzi się zimą po „słynnych” schodach na Tarnicę. Oddajmy głos Rozsądnemu Turyście. Nasze pytanie brzmi:
– Co powinniśmy zabrać na całodniową zimową wędrówkę?
– Cóż, rozsądna osoba spakuje dodatkową bluzę, zapasową bieliznę termiczna (gdy ta, którą mamy na sobie zamoknie), dużo kalorycznego jedzenia, zapasowe skarpety, zapasowe rękawiczki…
– Ale gdzie ja zmieszczę statyw, aparat i obiektywy?
– Rozsądek nakazuje wyposażyć się na każdą…
– Dobra, wystarczy.

Zdecydowałem się na statw, aparat i obiektywy.

Hucuły na drodze, Wołosate

Schody na Tarnicę zimą

XiaoMi Yi w Bieszczadach

Szeroki Wierch Zimą

Podejście na Tarnicę zimą

Szeroki Wierch Zimą po zachodzie słońca

Łąka w Wołosatem zimą

Świt zastał nasze brzuchy puste, buty mokre a samochód zamarznięty. Szybko to wszystko naprawiliśmy, bo dzisiejszy plan był dalece bardziej ambitny, w sensie wymagał więcej przebierania odnóżami.

Wiecie, ilu ludzi spotkaliśmy tego dnia na szlaku? Ani jednego. Tylko my, ślady quadów Straży Granicznej i ukraińskie panoramy, zniewalające ilością otwartej przestrzeni. Naprawdę, tego dnia nie tylko lodowaty wiatr pozbawiał nas tchu.

Suszenie butów

Skrobanie szyb

Buty w Bieszczady

Podejście na Rozsypaniec zimą

Panorama ukraińskich Bieszczad zimą

Szlak na Halicz zimą

Rozsądny Turysta powiedziałby: „wyjście w góry należy zaplanować tak, by zejść ze szlaku przed zmrokiem. Jest to szczególnie istotne zimą, gdy dnie są wyjątkowo krótkie, a noce zimne. Poruszenie się w takich warunkach jest niebezpieczne i nieodpowiedzialne”.

A my na to: „Trzeba było nie wychodzić z domu”.

Samotny świerk / podejście na Halicz zimą

Kopa Bukowska jak Paramount Pictures

Głęboki śnieg na szlaku w Bieszczadach

Schody na Przełęczy Goprowców / Wołosate nocą

W końcu zeszliśmy. Głodni, zmarznięci, zmęczeni, buty przemoczone a stopy spuchnięte – pełen serwis, niczego nie brakowało. Pędzimy więc do chałupy na gorące napoje i ciepłe posiłki, w wyobraźni wcinając już parujący rozgotowany-makaron-z-sosem-słodko-kwaśnym. Pędzimy tyle, na ile pozwalają zaparowane szyby, ok. 30km/h. Już widać światła Ustrzyk, ach, ostatni zakręt do nieba w gębie i suchych nóg…! Prawie się nam udało. W doskonale nam znanej bocznej drodze czyhały dwa nocne wilki. W światłach samochodu mignął lizaczek.

Bieszczady to dzikie góry, ale z zasadami. „Kwadrans na poboczu dla najbardziej zmarzniętych i głodnych” brzmi jedna z nich. Straż Graniczna egzekwuje ją za każdym razem.

Straż Graniczna w Ustrzykach Górnych